Skip to content
Menu
Belfer Jutra
  • Strona główna
  • Blog
  • Korepetycje
  • Współpraca
  • Opinie
  • O mnie
  • Kontakt
Belfer Jutra

Jak uczyć, żeby nie manipulować i podporządkowywać?

Opublikowano 11 maja 202211 maja 2022

Dzisiaj w nocy przebudziłam się. Długo nie mogłam zasnąć, więc zaczęłam doszukiwać się w tym wyższego celu. Jak mogę wykorzystać oczekiwanie na nadchodzący sen? Krytycznie myśląc!

Zaczęłam więc intelektualnie roznamiętniać się nad sukcesami i porażkami dydaktycznymi z tego tygodnia. Bilans na szczęście był dosyć wyrównany. Praca w grupach eksperckich, śpiewanie, odwrócona kartkówka i prowadzenie lekcji przez uczniów to swoiste ,,innowacje”, z których jestem dumna. Natomiast zanudzające wprowadzenia do tekstu, problemy z utrzymaniem uwagi i dyscypliny, 80% brak zaangażowania klasy i narzucona notatka przed omawianiem tekstu to coś, czego nie potrafię się pozbyć. Przez cały czas próbuję umiejscowić swoje działania w stałym punkcie metodycznym ze względu na charakter i profil klasy. Niestety to proces czasochłonny, konsekwentny i żmudny, bo adaptacja zmian w każdej grupie bywa zaskakująca. Dopasowywanie ma miejsce każdego dnia.

Myśląc o dopasowywaniu, moja umysłowa przeprawa skoncentrowała się na haśle PODPORZĄDKOWANIE. Zaczęłam od pytania: z kim najłatwiej mi się pracuje? Jaka grupa nie sprawia większych problemów wychowawczych ani przedmiotowych? Którą z nich najłatwiej przekonać do swoich poglądów i – w chwilach desperacji – narzucić im własne zdanie? Od razu w myślach zobaczyłam młodzież reformy, przybywającą rok wcześniej do szkół średnich. Tak, oni zdecydowanie szybciej przystosowują się do modelu pracy i stylu nauczyciela. Twierdzę zatem, że reforma to zły pomysł, bo dzieci przez nią głupieją? To zależy, jakie mamy intencje jako nauczyciele.

Grunt to porządek?

Natura człowieka pokazuje, że każdy dąży do uporządkowania w swoim życiu. Im jesteśmy starsi, tym łatwiej odnajdujemy się w schematach i nawykach. Nic w tym ujmującego, o ile nasze szufladki co jakiś czas porządkujemy i ścieramy z nich zalegający kurz. Poddawanie weryfikacji swoich przyzwyczajeń i poglądów to najtrudniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła (przeinaczając Szymborską).

Do czego zmierzam? To, jakie mamy zawodowe odruchy będzie przesądzało o funkcjonowaniu młodzieży w przyszłości. Ktoś może uznać moje gadanie za próbę wyolbrzymienia problemu. Proszę pamiętać, że im młodszy jest człowiek, tym łatwiej nim manipulować. Nastolatkowie sami nie wiedzą czego chcą, mogą w ciągu kilku sekund poważnie się czymś zainspirować, a po minucie odrzucić to z niezadowoleniem. Jako nauczyciele, chcąc nie chcąc, przekazujemy im w spadku nasze postrzeganie świata, wartości i nawyki społeczne. Jak dotąd to przede wszystkim przed ,,wykładowcami” gimnazjum stało trudne zadanie wychowawcze (jak wykształcić odruchy krytycznego myślenia), teraz to wyzwanie spadło na licealnych, technicznych i branżowych belfrów. Czekam na publikację, w której zostaną opublikowane badania nad wpływem reformy na kształtowanie światopoglądowe młodego człowieka. A moźe już takie są?

Jak uczyć, żeby nie narzucać, manipulować
i podporządkowywać?

Nie uczyć! Zareklamować temat, wyjaśnić sens i misję, podrzucić narzędzia (najlepiej wielozmysłowe) jak mięso głodnym na pożarcie. Kto rzeczywiście będzie szukał strawy, ten na pewno skorzysta. Reszta (czasem nawet większość klasy, a niech to!) niech siedzi i zbija pionki, zderzenie odroczy się w czasie, ale przeszkoda nie zniknie (kartkówka, sprawdzian, wypracowanie, matura).

Można przyjąć, że ten sposób sprowadza się wyłącznie do aktywizowania. Jest tutaj jednak ważna różnica, której hasło przewodnie brzmi: wybór. Gdy aktywizujemy poprzez lekcję w oparciu o technikę stacji zadaniowych, na której rozdamy dzieciom karty pracy do wykonania na czas, to nie dajemy im wyboru. Nie różni się to wiele od standardowej lekcji, dokładamy tylko trochę ruchu i presję czasu. Co w gruncie rzeczy znacząco nie zmienia stopnia ich przyswajania wiedzy. Dając im możliwość zdecydowania (brać czy nie brać?), aktywujemy w nich bonusową opcję zaangażowania. Skoro wybrałem, to większa szansa, że zrobię. Chcę, a nie muszę.

Oczywiście, to szalenie ryzykowne przedsięwzięcie. Może się zdarzyć, że grupa nie będzie chciała W OGÓLE w takich warunkach współpracować. Może się okazać, że opisywana propozycja zadziała tylko dla kilku osób w zespole klasowym. A my chcemy, aby wszyscy wytężali i pomnażali swoje szare komórki. Nic na siłę! Jeśli pomysł nie siada, to nie ma się co go kurczowo trzymać. Ważne, żeby spróbować inaczej. Pokazać inne formy pracy. Zachęcić do innowacyjności, bo na klasyczny wykład zawsze znajdzie się pora.

Jak nie-nauczanie ma się do podporządkowywania i manipulowania?

Prosta konsekwencja: nie-nauczam, nie-narzucam, nie-dopasowuję, nie-manipuluję. Tak, tak! Ja wiem, wszak przygotowując materiały mamy możliwość jednostronnego, a nie krytycznego doboru źródeł. Robimy to od lat i to nawet dobrze, ponieważ w generalnym przeglądzie pedagogów, ujawniamy swoje autentyczne oblicze. Dla jasności: autorskie materiały mogą narzucać pewien punkt widzenia, jednak nie powinny one fałszować rzeczywistości w bardzo konkretnych faktach i wydarzeniach. Stwierdzenie, że Mickiewicz nie był narodowym wieszczem, a ,,Pan Tadeusz” został napisany przez jego kolegę brzmi co najmniej absurdalnie i nie warto uprawiać tego rodzaju partyzantki. Chodzi o zaopatrzenie się w rzetelną wiedzę, którą PODAM, a nie NARZUCĘ uczniom. Oni mają dokonać wyboru, czy zechcą się z ową wiedzą spotkać.

Ten temat zasadniczo ma też drugie dno, w końcu manipulowanie nie kończy się na wiedzy. Mowa o dopuszczaniu się niepoprawnego oddziaływania psychicznego na młodych ludzi poprzez krzyki, obelgi, szantaże czy wyzwiska. Na tego rodzaju dywagacje należy poświęcić osobny wpis.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 Belfer Jutra | Powered by SuperbThemes & WordPress